Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

The Limits of Control

Przeciętny widz kojarzy pojęcie kina sensacyjnego z serią przygód agenta 007. Ten przystojny facet przedstawia się w charakterystyczny sposób („my name is Bond, James Bond”), obraca się w eleganckim świecie w towarzystwie seksownych kobiet, pije charakterystyczne drinki i pracuje dla brytyjskiej królowej ratując imperium, a może cały świat od groźnych niebezpieczeństw, a nawet zagłady. Kolejne filmy o przygodach Jamesa Bonda cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem mimo upływu lat i zmiany aktorów odtwarzających rolę tytułowego bohatera.

Bohater filmu Jima Jarmuscha „The Limits of Control” może kojarzyć się z agentem 007. Jest równie charakterystyczny co James Bond, chociaż nie tak przystojny i elegancki. Czarny kolor skóry przypomina bardziej postać z amerykańskiego filmu gangsterskiego, w którym wywodzący się z murzyńskiego getta mafioso dorabia się na nielegalnym handlu alkoholem lub narkotykami i jest tropiony przez białego detektywa lub policjanta. Zamiast drogiego garnituru, białej markowej koszuli i jedwabnego krawata nosi tanią marynarkę do ciemnego golfa. Nigdy się nie przedstawia, nie nawiązuje rozmowy, milczy, słucha, a jego imię lub przynajmniej pseudonim pozostają nieznane. Zamiast wstrząśniętego lecz niezmieszanego koktajlu na bazie martini pija kawę zamawianą zawsze w dwóch osobnych filiżankach. Podczas pracy unika alkoholu i seksu. Nie zna nawet dokładnie swojego zadania czerpiąc informacje o nim ze zjadanych do drugiej filiżanki kawy karteczek dostarczanych mu w pudełkach od zapałek przez dosiadających się do jego stolika osób. Mimo wypełniania swojej misji na południu Hiszpanii nie zna ani jednego słowa w języku hiszpańskim. Jest zupełnym zaprzeczeniem Jamesa Bonda, chociaż skojarzenia z agentem 007 są nieprzypadkowe.

Jarmusch stworzył pastisz kina sensacyjnego wywracając jego konwencję do góry nogami. Bohater wydaje się być nieciekawy. Akcja toczy się leniwie i nie zawiera żadnych nagłych zwrotów. Niemal zupełnie brakuje w filmie dialogów. Zastąpione są one monologami kolejnych postaci poświęconymi głównie różnym dziedzinom sztuki i związanymi z nią pojęciami. Te monologi rozpoczynające się z reguły od zapytania „nie mówi pan po hiszpańsku, prawda?”, posuwają jednak powoli akcję do przodu. Mimo tego tempo jest tak wolne, że cierpliwość przeciętnego widza wystawiona jest na ciężką próbę. Niewielu z nich pozostaje do końca seansu. Ten film jest jakby policzkiem wymierzonym fanom popcornu i coca-coli. Niemniej dla widza zaznajomionego z kinem artystycznym pozwala na dowolne dokończenie niedopowiedzianych wątków. Nie brak tutaj nawiązań do innych pozycji kinematografii jak „Dama z Szanghaju”, „Stalker”, „Życie bohemy”, „Bokser”, „Biały materiał” czy „Zbieg z Alcatraz”. Daje to wrażenie współtworzenia filmu przez oglądającego. Im więcej potrafisz do niego dodać, tym lepszy efekt końcowy otrzymujesz. Masz wtedy wrażenie, że wiesz w jaki sposób działa ten świat. Ale wrażenie znajomości mechanizmów działania świata jest subiektywne. Przypomina obraz widziany oczami bohemy doświadczającej działania środków halucynogennych. Wtedy eliminacja jednego czynnika (środka, osoby) eliminuje też kontrolę nad rzeczywistością. Czy istnieją granice tej kontroli? A może kontrola jest świadomym wyborem. Wtedy świadomym wyborem jest również brak zgody na kontrolę. Ograniczenie kontroli pozostawia prawdę mimo iluzoryczności dostrzeganych wartości. Widziane na ekranie sceny mogą więc ukazywać, że nauka, muzyka czy seks są iluzorycznymi wartościami. Ale oprócz tych wartości iluzorycznych istnieją też wartości trwałe – diamenty. Może dla Jarmuscha takim diamentem jest sama sztuka filmowa. Świadczyć o tym mogą nawiązania do innych filmów. Może jego film pyta o granice tego, co można nazwać filmem. Czy minimalizacja fabuły nie zmniejsza wartości samego dzieła? Czy odwracanie różnych konwencji jest środkiem artystycznym, czy raczej zaburza czytelność filmu? W tym aspekcie obserwowana na ekranie podróż z Madrytu do Sewilli jest wsteczną podróżą w czasie i bohemicznym przeciwstawieniem kontroli społecznej. A więc „The Limits of Control” może być zarówno filmem fabularnym, politycznym przesłaniem, jak i symbolem.

Ostatnia karteczka otrzymana przez bohatera jest biała. Nie ma już kontroli. Życie toczy się dalej. Człowiek musi brać w nim udział, chociaż go nie rozumie, nie zna celu przebywanej drogi, jest skazany na samotność bez możliwości porozumienia się z innymi poprzez słowa, gesty czy społeczne rytuały. Przecież sentencja najbardziej pozostająca w pamięci brzmi „La vida ne vale nada”. Czy życie nic nie znaczy?

wks

lapsus lapsus

A kto ma się za lepszego od innych niech idzie na cmentarz. Tam zobaczy, co warte jest ludzkie życie - garść prochu.

Bardzo udanie rozpisałeś ten trudny i dziwny obraz. Gratulacje.

.

ZombieCamel ZombieCamel

Dzięki za rozjaśnienie tego filmu. Oglądałem go dość dawno i nie w pełni świadomości, więc nie do końca złapałem fabułę. Chyba czeka mnie powtórne obejrzenie.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook